photo-1440904013193-729daf5ac605

Obligacje korporacyjne odpowiedzią na bessę

Początek roku nie był łaskawy dla GPW, która w dużej mierze świeciła czerwienią. Klimat inwestycyjny zdecydowanie nie był sprzyjający, szczególnie jeśli ktoś szukał pewnego wzrostu przy oprocentowaniu wyższym niż na rynku lokat.

Obligacje korporacyjne mogą być w takich czasach użyte jako alternatywa dla lokowania kapitału. Pozwalają one osiągnąć wzrost większy niż obligacje państwowe o podobnych ratingach. Jednocześnie wybranie spółki o odpowiedniej transparentności i dobrej kondycji to pewna i bezpieczna lokata. Inwestycje popularne są za granicą, szczególnie w USA, gdzie stanowią oddzielny duży rynek finansowy. Co więcej – jego ekspansja jest uznawana za oznakę odradzania się dobrej kondycji amerykańskiego rynku.

Inwestując w obligacje korporacyjne, należy pamiętać o tym, że są one najczęściej lokatą długoterminową, czyli taką, której termin zapadalności jest dłuższy niż rok. Decydując się na taką inwestycję, warto zastanowić się nad tym, czym takie obligacje są zabezpieczane. W przypadku obligacji państwowych gwarancją spłaty jest „zaufanie” do państwa i jego ekonomii. Jest to dość płynny wyznacznik, często manipulowany przez agencje ratingowe. Inaczej jest w przypadku korporacji. One bowiem, wypuszczając pakiet obligacji, odpowiadają za nie (w przypadku ogłoszenia upadłości) swoim majątkiem. Prosta kalkulacja wskazuje na to, że inwestując, warto zwracać uwagę przede wszystkim na firmy, które mają wysokie aktywa stałe – np. deweloperów, producentów dóbr. Mniej atrakcyjni będą dostawcy usług, ponieważ ich aktywa są odpowiednio mniejsze.

Wydaje się więc, że obligacje korporacyjne to dobra alternatywa dla inwestycji giełdowych, szczególnie w czasie, kiedy inwestowanie na giełdzie obarczone jest – po pierwsze – mniejszym zyskiem, a po drugie – ryzykiem politycznym. Podobnie zniechęcają do inwestowania zawirowania cen surowców spowodowane chińskim spowolnieniem gospodarczym oraz duże fluktuacje na rynkach walut.