cities_london_at_night_035230_

Brexit i co dalej?

Wyjście Wielkiej Brytanii ze struktur Unii Europejskiej stał się faktem. Jesteśmy świadkami zdarzenia, które jeszcze 5 lat temu brzmiało jako ponury i nieuzasadniony żart euro sceptyków. Dokładnie 23 czerwca 2016 roku Brytyjczycy zdecydowali w ogólnokrajowym referendum, że nie chcą, aby ich kraj dłużej był członkiem Unii Europejskiej. Blisko 51.9 procent głosujących opowiedziało się za opuszczeniem UE.  Brytyjska komisja wyborcza podała, że z 33.5 mln głosujących, 17.4 mln głosowało za wyjściem Wlk. Brytanii ze struktur UE. Różnica w głosach wyniosła 1.3 mln. Należy zwrócić uwagę, iż większość zwolenników UE, to mieszkańcy Szkocji oraz Irlandii Płn. Co dodatkowo podzieliło kraje zjednoczone pod koroną królestwa Wlk. Brytanii. Zaskakujący może wydawać się także fakt, że główne centrum finansowe, które mieści się w Londynie (tzw. City), zdecydowanie opowiedziało się za pozostaniem Wlk. Brytanii w UE.

Warto wrócić do roku 2013, gdy urzędujący wówczas premier David Cameron próbując odzyskać utraconą w sondażach pozycję Partii Konserwatywnej. Chcąc przypodobać się ugrupowaniom eurosceptyków, obiecał, iż jeśli jego ugrupowanie ponownie wygra wybory, wówczas zostanie przeprowadzone referendum w sprawie wystąpienia Wlk. Brytanii z UE. Wówczas wydawało się, że jest to obietnica, które nie będzie musiała zostać zrealizowana. Przyszłość została brutalnie zweryfikowana przez wyborców, którzy nie tylko domagali się rozliczenia partii rządzącej – ponownie wygrała wybory parlamentarne, z obietnic wyborczych, ale także ku zaskoczeniu obserwatorów, przyniosła historyczną zmianę na mapach UE.

Zaistniała sytuacja jest efektem rosnącego niezadowolenia Brytyjczyków z roli jaką pełnił ich kraj w UE, w tym przede wszystkim nadrzędnej polityki UE wobec wewnętrznych regulacji prawnych. Rosnące nacjonalistyczne postawy sprawiły, że społeczeństwo, zaczęło wyrażać swoje niezadowolenie z faktu ograniczenia suwerenności kraju przez władze UE. Dodatkowo coraz większymi wpływami cieszą się emigranci zarobkowi zamieszkujący Wlk. Brytanii, co w opinii publicznej powoduje obciążenia wyspiarskiego systemu socjalnego oraz pogarsza sytuacje rodzimych Brytyjczyków na rynku pracy. Ważkim argumentem pozostaje także ekonomiczny aspekt członkostwa Wlk. Brytanii w UE – kraj, który jest jednym z największych płatników wspólnoty.

Światowe rynki na wynik referendum w Wlk. Brytanii, zareagowały gwałtownymi spadkami. W USA odnotowano spadki  w wysokości 2.16 punktu procentowego indeksu Dow Jones oraz 3.78 dla Nasdaq. Według nieoficjalnych informacji bezpośrednio po referendum z giełdy mogło zostać wycofanych blisko 2 biliony dolarów. Praktycznie wszystkie największe rynki finansowe w Europie odnotowały spadki. Podobna tendencja dotknęła wartości walut, gdzie funt brytyjski w sposób znaczący stracił. Analogiczna sytuacja spotkała także polski złoty, który także uległ osłabieniu. Eksperci zapowiadają, że dla brytyjskiej gospodarki proces wyjścia z UE może oznaczać ok. 2 letnią recesję. Z drugiej strony eurosceptycy podkreślają, ze rodzimy biznes uwolniony od regulacji unijnych może rosnąć wbrew negatywnym prognozom. Poza finansowymi skutkami, decyzja Brytyjczyków może prowadzić do rozłamu wśród państw wyspiarskich. Zarówno Szkocja jak i Irlandia Południowa coraz odważniej wspominają o możliwość rozpisania referendum w sprawie niepodległości. 

Władze UE po konsultacjach z głowami państw członkowskich wezwały władze Wlk. Brytani do przeprowadzania procesu opuszczenia struktury UE, w możliwie jak najszybszym terminie. W praktyce czas potrzebny na opracowanie odpowiednich procesów oraz sformalizowanie Brexitu może zająć ok. 2 lat. W tym czasie obie strony powinny opracować wspólne stanowisko w sprawie możliwości przyszłej współpracy.

Ilość naszych rodaków na Wyspach Brytyjskich szacuje się obecnie na ok. 700-900 tys. Część z nich jest beneficjentami brytyjskiego systemu opieki i polityki socjalnej. Brytyjczycy są świadomi jak dużym obciążeniem są imigranci dla budżetu państwa, ale także traktują ich jako  zagrożenie brytyjskiego stylu życia. Tendencje nacjonalistyczne i skrajne postawy utwierdzają nas w przekonaniu, że Brytyjczycy próbują część własnych problemów wewnętrznych przerzucić na osoby przyjezdne. W związku z tym w przyszłości można spodziewać się kolejnych skrajnych postaw wobec obcokrajowców. Jednocześnie partia rządząca zapowiedziała już cięcia i ograniczenia w polityce socjalnej w stosunku do napływowej ludności Wysp Brytyjskich.  Dla Polaków, którzy związali swoją przyszłość z Wyspami Brytyjskimi oznacza to, nie tylko pogorszenie sytuacji materialnej, ale także rosnące ryzyko utraty pracy. Opisana sytuacja może przyczynić się do tego, że duża część naszych rodaków będzie decydowało się na powrót do kraju, a to może spowodować nasycenie na rodzimym rynku pracy. Ponadto osoby będące beneficjentami systemu opieki na wyspach w momencie powrotu mogą obciążyć dodatkowo polski budżet.

Brexit oznacza także kłopoty dla polskich przedsiębiorców, którzy traktuję Wielką Brytanię jako rynek zbytu dla swoich towarów. Wystąpienie z unii celnej będzie skutkowało przywróceniem procedur celnych oraz opodatkowaniem sprowadzanych towarów dodatkowym cłem importowym. W konsekwencji polskie produkty na wyspach będą droższe i mniej atrakcyjne, niż do tej pory. Wprowadzone zmiany wpłynął także negatywnie na ruch tranzytowy między wyspami, a krajami unii. Dodatkowe problemy będą mieli także studenci, którzy nie będą mogli korzystać z brytyjskiego systemu edukacji w takim stopniu jak do tej pory.

Pomimo faktu, że Brexit budzi skrajne emocje i wieszczy czarne chmury zbierające się nie tylko nad Wlk. Brytanią, ale także na całą Europą. Wydaje się, że zarówno UE, jak Wlk. Brytania będą dążyć do wypracowania kompromisu, który zapobiegnie wstrząsom gospodarczym, wywołanych brutalnym oderwaniem się Wysp Brytyjskich od wspólnego rynku europejskiego. Wprowadzane zmiany będą zapewne miały charakter przejściowy i będą realizowane krok po kroku. Brexit nie oznacza izolacji politycznej i gospodarczej korony brytyjskiej. W dobie XXI wieku relacje gospodarcze między państwami są zbyt silna motywacją, aby pozostawić na pastwę losu jedną z najsilniejszych gospodarek Europy. Przyszłość na pewno nie rysuje się dla Wlk. Brytanii w tak czarnych barwach, jak sugerują niektórzy sceptycy